30 Maj Brak komentarzy admin House , ,

Mijają lata i przychodzi taki moment, że najpierw pokój w akademiku czy stancja, a później wynajmowane mieszkanie, przestają nam wystarczać. Mamy już dosyć przeprowadzek, pakowania i rozpakowywania walizek. Po prostu chcemy być wreszcie u siebie, mieć własne mieszkanie – chociażby mikroskopijną łupinkę – ale własne!

Przed nami więc nie lada przedsięwzięcie, mianowicie kupno mieszkania. Ponieważ architekci nie zaczynają projektowania domu od dachu, tak więc również my musimy podejść do sprawy profesjonalnie i precyzyjnie zaplanować nasze działania.

Rzecz jasna, zasadniczą sprawą jest posiadanie odpowiednich środków finansowych, albo przynajmniej szansa na ich zdobycie – oczywiście jak najbardziej legalną drogą! I nie ma tu wielkiego znaczenia, czy posiadamy bilety Narodowego Banku Polskiego uciułane pieczołowicie przez ukochaną babcię w przysłowiowej skarpecie, czy też zgromadziliśmy środki na rachunku bankowym, uskładane przez kilka lat pracy w jakimś raju zarobkowym. Możemy mieć w tym momencie prawie puste konto, ale mamy coś innego, co również umożliwi nam kupno mieszkania; właśnie wczoraj podpisaliśmy umowę o pracę na czas nieokreślony, w związku z czym większość banków oferujących kredyty hipoteczne z wielką przyjemnością – i nie mniejszą prowizją – z rozkoszą się nami zajmie…

Mamy więc te upragnione środki, albo też w każdej chwili możemy je otrzymać i czas teraz na kolejny punkt naszego programu: musimy wiedzieć, ile mniej więcej na to nasze upragnione mieszkanie chcemy przeznaczyć, co nie zawsze jest adekwatne do tego, co przeznaczyć w istocie możemy.

Sprawa wygląda tak, że jedni z nas, mając spore środki, wolą nie wydać wszystkiego, decydując się na wersję skromniejszą w stosunku do posiadanych walorów i pozostawiając jakiś – przynajmniej niewielki zasób – na przysłowiową „czarna godzinę”. Inni z kolei – posiadając w danym momencie środki jakby wirtualne, w postaci szacunkowej kwoty kredytu, którego bank byłby skłonny ewentualnie udzielić – decydują się na wersję nieco ponad stan. Jednak w tym szaleństwie jest metoda, ponieważ decydują się od razu rozpoczynać życie na swoim z tą perspektywą, że jest to mieszkanie docelowe.

Zakładam, że planując kupno mieszkania, zrobiliśmy już jako takie rozpoznanie rynku nieruchomości. Jeżeli kupujemy lokum w dużym mieście, to mniej więcej wiemy, gdzie, czyli konkretnie – w której dzielnicy to nasze mieszkanie powinno być usytuowane. Wiemy również dosyć dobrze, jakie dzielnice należy omijać z daleka. Rzecz jasna, nie dajmy się zwariować; znam wiele przykładów takich dzielnic w różnych polskich miastach, które cieszą się w dalszym ciągu złą sławą, mimo, że w ostatnich latach zmieniły się bardzo na korzyść. Należy obalać stereotypy, wszak nic nie trwa wiecznie; dzielnice i ich mieszkańcy się zmieniają na lepsze, zaś zła sława często – niestety – pozostaje.

Idąc dalej tym torem myślenia, musimy się zastanowić, czy jesteśmy na tyle odważni, aby zaryzykować – i pić szampana, czy też, podążając za utartymi schematami, kupić mniejsze mieszkanie, ale za to w przysłowiowej dobrej dzielnicy. Decyzja jest trudna – jak samo życie…